|
Polska historiografia o Henryku Kłoczkowskim cz.4 |
|
1 września 1939 r.
Od godziny 4:50 placówka na Westerplatte rozpoczęła nadawanie otwartym tekstem komunikatu radiowego:
S O S - jestem atakowany [...]
Jednak dla Polskiej Marynarki Wojennej wojna jeszcze się nie rozpoczęła:
Dyon.Okr.Podw.(Dywizjon Okrętów Podwodnych - przyp.K.K.) otrzymał rozkaz
natychmiastowego opuszczenia portu i zajęcia przewidywanych rejonów przed
godz. 5:30 dnia 1 września. Rozkaz o rozpoczęciu działań wojennych został
wydany dopiero po ostatecznym upewnieniu się o rozpoczęciu wojny przez
Niemców. Rozkaz został wydany po rozmowie kmdr.Majewskiego z Szefem Sztabu
KMW. Czasu nie pamiętam
Wachanie Dowódcy Floty adm. Józefa Unruga doprowadziło do tego, że polskie
okręty podwodne wypłynęły z rozkazami patrolowania. Skutek takiego postępowania
był fatalny. Co najmniej dwa okręty nieprzyjaciela uniknęły polskich torped,
wliczając w to duży stawiacz min Typu "Brummer" zauważony przez udającego
się do swojego sektora Sępa, oraz niszczyciel zauważony przez Rysia. Gdzie
należałoby się dopatrywać takiej konsternacji adm.Unruga ? Wydaje się,
że część odpowiedzi leży w dokumencie pod tytułem "Wniosek do komisji
sprawdzającej", której autorem jest adm. Jerzy Świrski.
Do dnia 13/9 miałem łączność z D.F. wydawałem decyzje i rozkazy [...]
By choć w części zrozumieć złożoność sytuacji trzeba sięgnąć do struktur
organizacji dowodzenia PMW. Podczas pokoju Dowódca Floty adm.Józef Unrug
podlegał Szefowi KMW adm.Jerzemu Świńskiemu. Natomiast na czas wojny struktura
ta ulegała zmianie i Dowódca Floty podlegał bezpośrednio Naczelnemu Wodzowi.
Dlaczego admirał Unrug nie wydał rozkazu rozpoczęcia działań wojennych
natychmiast po odebraniu wiadomości z Westerplatte ? Wydaje się, że rozmowa
telefoniczna Szefa Sztabu floty kmdr. Majewskiego z Szefem Sztabu KMW
w Warszawie kmdr.Korytowskim były dopiero tym czynnikiem, który pchnął
Dowódcę Floty do działania. Jakże tragikomicznie wygląda fakt, że ostatecznym
potwierdzeniem wybuchu wojny nie były spadające bomby i ginący ludzie,
a rozmowa telefoniczna. Jednocześnie wyrazistym staje się, że pozbawiony
wpływu i władzy adm.Jerzy Świński ingerował w zakres kompetencji Naczelnego
Wodza. Jest całkowicie niezrozumiałym jak można było dopuścić do sytuacji
by obrońcy Westerplatte walczyli i ginęli, a okręty PMW zostały wysłane
w morze bez rozkazów rozpoczęcia działań wojennych. Wydarzenia zarówno
sprzed wybuchu wojny jak i poranka 1 września 1939 uwidaczniają całkowity
brak wyobraźni ówcześnie dowodzących PMW. Wspominane przeze mnie ("Odkrywca"
11(106) listopad 2007) wydarzenia z dni poprzedzających wybuch wojny,
a zwłaszcza sprawa owego fikcyjnego pola minowego mającego powstać w pasie
polskich wód terytorialnych okazały się brzemienne w skutkach dla ORP
Orzeł, który opuścił port wojenny w Gdyni pomiędzy 6:15, a 6:35. Przypomnijmy,
iż zastępca dowódcy ORP Orzeł zanotował przyjęcie rozkazów "Sygnałowy
1" i "Worek" na godzinę 7:13. Oznaczałoby to, że rozkaz pod kryptonimem
"Smok" informujący o wybuchu wojny z Niemcami nie został przekazany na
pokład Orła zanim przekazano mu rozkaz atakowania okrętów i statków niemieckich.
Choć kpt.mar. Jan Gruziński sporządzając "Odpis z książki działań wojennych"
twierdzi, że o godzinie 13:304 na pokładzie Orła odebrano hasło wywoławcze
"Smok", to trudno się z nim zgodzić bowiem zgodnie z "Odpisem z Dziennika
korespondencyjnego krótkofalowego" okrętu podwodnego ORP Ryś, hasło wywoławcze
"Smok" nigdy nie zostało przyjęte. Natomiast z całą pewnością na pokład
Rysia o godzinie 10:135 dotarły dwa rozkazy "Sygnałowy 1" i "Worek". Oficer
Sygnałowy Dowództwa Floty, ówczesny kpt.mar. Konrad Korsak w swoim sprawozdaniu
potwierdza przyjęcie rozkazów przez wszystkie okręty podwodne. Nic dziwnego,
że ani Sęp ani Ryś nie zaatakowały napotkanych okrętów nieprzyjaciela
skoro rozkaz o wybuchu działań wojennych nie dotarł, a kiedy w końcu otrzymali
rozkaz "Worek", który precyzował:
II.Zadania. Atakować i niszczyć okręty niemieckie, które znajdują się w sektorach dozorowania o.o.p.p. [...]
Było już za późno. Nie można mówić o zaskoczeniu struktur dowodzenia PMW,
które zmobilizowane oczekiwały wybuchu wojny. Fatalnym błędem należy nazwać
pomyłkę w kolejności wysłania rozkazów na okręty. Zamiast przekazać kolejno
"Sygnałowy 1", następnie "Smok" i "Worek", wysłano w jednym czasie rozkaz
"Sygnałowy 1" i "Worek". Całość sytuacji, a zwłaszcza brak rozkazów, aż
do godziny 10 rano musiało wprowadzić w niemałą konfuzję dowódców poszczególnych
okrętów podwodnych. Dla dowódcy Orła sytuacja była podwójnie konfundująca.
Zgodnie z komunikatami podawanymi przez Polskie Radio od dnia 31 sierpnia
1939 roku, miał on pole minowe w centralnej i południowej części swojego
sektora, którego granica leżała na linii Hel - Sopot, natomiast zgodnie
z brzmieniem rozkazu operacyjnego "Worek", miny miały być postawione po
podaniu hasła "Rurka". Zgodnie z "Odpisem z książki działań wojennych"
okrętu podwodnego ORP Orzeł dnia 1 września 1939 roku, oprócz dwukrotnego
spostrzeżenia ORP Gryf udającego się raz w kierunku Gdyni, a około godziny
później w kierunku zatoki 7, oraz samolotów niemieckich latających w kierunku
Helu, właściwie nie było żadnych wydarzeń. Okręt wynurzył się o godzinie
19:07 i udał do rejonu ładowania baterii akumulatorów w okolicach Jastarni.
2 września 1939 r.
Dnia 2 września okręt zanurzył się o godzinie 4:05
rano i kontynuował patrolowanie swojego okrojonego fikcyjnymi minami i
płytkiego sektora. O godzinie 11:32 według kpt.mar.J.Grudzińskiego następuje
nalot lotnictwa niemieckiego na s/s Gdańsk, a następnie na samego Orła.
Do dziś we wszystkich publikacjach sugerowany jest rzekomy niebiański
spokój, jaki miał panować w sektorze Orła, gwarantowany lufami baterii
im.H.Laskowskiego na Helu. Nikt z piszących nie zwrócił uwagi na zagrożenie
lotnictwem przed, którym Orzeł ochrony nie miał. Przyglądając się mapie
morskiej Zatoki Puckiej można powiedzieć z całą pewnością, że w sektorze
okrętu panowały głębokości nie przekraczające 50 metrów, które nie gwarantowały
nie tylko swobodnego działania, ale też bezpiecznego schronienia w głębinach
przed atakami samolotów niemieckich dla tak dużej jednostki. Tym bardziej
wątpliwym jest by bateria brzegowa na Helu otwierała ogień do małych jednostek
zwalczania okrętów podwodnych i zdradzała tym samym swoją pozycję lotnikom
niemieckim. Dodatkowo pogoda tamtej jesieni była idealna do tropienia
i niszczenia napotkanych okrętów podwodnych przez samoloty niemieckie:
Samoloty i wodnosamoloty niemieckie latały pojedynczo i kluczami wzdłuż
tras Hel - Ujście Wisły, Hel - Gdańsk, Hel - Piława. Najczęstsze były
klucze wodnosamolotów typu Henckel, które latały z szybkością 120 - 150
klm/godz na wysokości 100 - 200 m. i stale patrolowały obszar zatoki gdańskiej [...]
Choć samoloty niemieckie nie były wyposażone w lotnicze bomby głębinowe
to dysponowały wystarczającą ilością bomb konwencjonalnych by zniszczyć
płytko zanurzony okręt podwodny. Warto wybiec w czasie i zacytować historyka
Royal Navy cpt. Stephena Wentwortha Roskilla, opisującego dość znamienny
przypadek utraty jednego z brytyjskich okrętów podwodnych na Morzu Północnym:
W gorączce oczekiwania na nadejście inwazji, zgodnie z zaleceniami
gabinetu, patrole naszych okrętów podwodnych były przeprowadzane w celu
przechwycenia floty inwazyjnej. 6 lipca(mowa o 6 lipca 1940 roku - przyp.K.K.)
utraciliśmy HMS Shark, który zaatakowany przez samolot bombami głębinowymi
zatonął w okolicach południowej Norwegii
My dziś wiemy, że w 1939 ani 1940 roku niemieckie samoloty nie były wyposażone
w bomby głębinowe, S.W.Roskill publikując swoją książkę po raz pierwszy
w 1954 roku najprawdopodobniej polegał na raportach, które mówiły o lotniczych
bombach głębinowych. Ten wypadek całkowicie zaprzecza opinii Jerzego Pertka
zawartej w książce "Dzieje ORP Orzeł", gdzie autor sugeruje, że Orzeł
został obrzucony bombami w dniu 2 września przez samoloty niemieckie,
lecz nie były to bomby głębinowe, wobec czego nie mogły uszkodzić okrętu.
Niemieckie samoloty podczas kampanii wrześniowej jak i w okresie późniejszym
używały do zwalczania celów morskich standardowych bomb burzących SC50,
SC70 i SC250, które z uciętymi lotkami, stabilizatorem i detonatorem ciśnieniowym
doskonale odgrywały rolę bomb głębinowych.10 Wolfgang Fleischer w swojej
książce "Deutsche Abwurfmunition bis 1945" przedstawił diagramy trajektorii
lotu oraz tonięcia właśnie takich bomb, które nie odbijały się od powierzchni
wody lecz wpadały pod pewnym kątem i tonęły do głębokości eksplozji. Doświadczenia
wyniesione z ostatniej wojny światowej jednoznacznie wskazują na samolot
jako największe zagrożenie okrętów podwodnych, o czym przekonali się sami
Niemcy tracąc kilkadziesiąt tysięcy poległych marynarzy podczas Bitwy
o Atlantyk. Dowodzący PMW byli w pełni świadomi zagrożenia polskich okrętów
podwodnych atakami lotniczymi tak samo jak zdawali sobie z tego sprawę
dowódcy poszczególnych okrętów, a zwłaszcza kmdr.Henryk Kłoczkowski. Jego
ostrożność nie była nadmierna i podszyta strachem, było to doświadczenie
dowódcy, który starał się dojrzeć zagrożenie zanim zagrożenie dojrzy jego
okręt. Jakby na potwierdzenie tych słów, niczego nieświadomy Wilk został
spostrzeżony przez wachty Orła o godzinie 22:30. Trudno tu kogokolwiek
winić, ale jedno jest pewne, Wilk nie przebywał ani w swoim sektorze ani
w swoim rejonie ładowania baterii akumulatorów. Z nieznanych nam do dziś
powodów, kpt.B.Krawczyk zdecydował się o godzinie 19:00 skierować okręt
na Zatokę Pucką.9. O spotkaniu okrętów, zeznawał bosman Władysław Oczkowski,
który pełniąc obowiązki gospodarza działu sygnałowego, odbywał wachty
na kiosku:
Pewnego wieczora, być może, że było to w drugim dniu wojny, spotkaliśmy
O.R.P. Wilk i nasz dowódca rozmawiał z dowódcą Wilka. Sylwetkę Wilka zauważyłem
w czasie wachty, a nie wiedząc co to za okręt zanurzyliśmy się. Po rozpoznaniu
dopiero wynurzyliśmy się ponownie [...]
Co w tej sprawie odnotował w Estonii kmdr.Henryk Kłoczkowski ?
Zaobserwowałem okręt podwodny zanurzyłem się i podszedłem celem rozpoznania
- rozpoznanie trudne wstrz od atakowania gdyż miałem podejrzenie, że to
Wilk co też i następnie okazało się - (wejście do rejonu narażało go na
atak [...]
W żadnym z dzienników okrętu podwodnego ORP Wilk nie figuruje wpis traktujący
o spotkaniu Orła na Zatoce Puckiej. Również i dowódca okrętu kpt.mar.Bogusław
Krawczyk w swoim sprawozdaniu nie wspomina o spotkaniu z Orłem. Jednak
do spotkania doszło i to wiemy na pewno.
22 30 - Początek bombardowania Helu; sylwetka o.p. nierozpoznana (Wilk)
- zanurzenie - po stwierdzeniu tożsamości i oddaleniu się wgłąb zatoki
- wynurzenie - ponowne zanurzenie podczas nalotu na okręt [...]
Czy istnieje alternatywa, że dowódca Wilka wiedząc o tym, iż skierował
okręt w rejon gdzie nie powinien był przebywać, próbował zataić fakt spotkania
okrętów przed zwierzchnikami? Ostatecznych dowodów na to nie ma, ale faktem
jest, że spotkanie zostało odnotowane w dokumentach Orła, a nie Wilka.
Najprawdopodobniej Wilk został zmuszony do wejścia na Zatokę Pucką przez
małe jednostki niemieckie, które nie były celami dla baterii helskiej,
przez co dowódca okrętu musiał podjąć ryzyko i narazić bezpieczeństwo
własnego okrętu na storpedowanie przez Orła. Przyglądając się takiej alternatywie
można dojść do przekonania, że kpt.Bogusław Krawczyk musiał wierzyć w
zdolności i doświadczenie swojego kolegi kmdr.Henryka Kłoczkowskiego skoro
zdecydował się wprowadzić okręt w sektor innej jednostki. Nie mniej jednak
sprawa ta wygląda o tyle bardziej skomplikowanie, że najprawdopodobniej
mamy do czynienia nie z jednym, ale dwoma spotkaniami naszych stalowych
drapieżników
3 września 1939 r.
Orzeł wynurzył się o godzinie 1:00 w nocy i kontynuował ładowanie baterii akumulatorów by przed świtem o godzinie 3:55 ponownie zanurzyć.
03 55 - Zanurzenie. Hel bombardowany bez przerwy - co 10 minut w ciągu
całej nocy. W południe w pobliżu wybuchy bomb (okręt na 28 m.). Patrolowanie
wschodniej części zatoki, nie obserwowano żadnych własnych okrętów
Znów jakby na przekór Jerzemu Pertkowi o godzinie 15:10 dnia 3 września
1939 roku zostają zanotowane bliskie wybuchy bomb ze wskazaniem na samoloty
jako sprawców nalotu na Orła. W tym samym dniu miało dojść do wydarzenia:
II.Położenie się na dnie w trzecim dniu wojny /pod Jastarnią/" [...]
Wszyscy oficerowie okrętu za wyjątkiem por.mar.Floriana Roszaka podczas
przesłuchań protokolarnych prowadzonych przez kmdr.Józefa Boreykę na okoliczność
złożonego przez nich "Oświadczenia" zgodnie zeznali, że Orzeł przeleżał
na dnie cały dzień trzeciego dnia wojny. Natomiast Henryk Kłoczkowski
podczas rozprawy zeznał, że dnia 3 września 1939 roku dowodzony przez
niego ORP Orzeł spotkał się z kanonierkami:
Na wysokości cyplu Hel wynurzyłem się i rozmawiałem na głos, potem
gdy nie zrozumiano semaforem. Informacje od kanonierek otrzymałem - o
co pytałem - o zagrodę minową i o hasło (Hel - Zoppoty) ( Zoppoty - spolszczenie
niemieckiej nazwy Sopotu. przyp. K.K.). Powiedzieli, że zostało wykonane
(hasło Rurka - Anna.)To był trzeci dzień [...]
Z kanonierkami spotkałem się na wysokości cypla Helu. Na kanonierkach
był kmdr.Boczkowski Wynurzyłem się i rozmawiałem na głos, potem gdy mię
nie zrozumiano semaforem. Informacje o jakie pytałem, otrzymałem. Chodziło
o zagrodę minową i o hasło (Hel - Zoppoty) (nawias z tekstem przekreślony
- przyp.K.K.) Powiedziano mi, że wszystko zostało wykonane (hasło: Rurka
- Anna). To był 3ci dzień wojny [...]
Warto także przytoczyć co Henryk Kłoczkowski pisał na ten temat w Estonii, w czasie kiedy jeszcze nie było mowy ani o oskarżeniach ani o rozprawie sądowej.
na wysokości portu wojennego Hel spotkałem kanonierki - traulerów nie
obserwowałem, z powodu braku komunikatu wynurzyłem się i nawiązałem łączność
z kanonierkami semaforem. Otrzymałem inf, że zagroda minowa na linii Hel
- Zoppoty postawiona Hasło Rurka -Anna. Udałem się do granicy tej zagrody. [...]
Co na temat tego spotkania zeznają inni członkowie załogi Orła?
Na stosowne zapytanie sędziego podaję, że rozmowa nasza z kanonierkami
miała miejsce w dzień, przed południem w półwynurzeniu. Daty tej rozmowy
nie pamiętam. Było to przed otrzymaniem sygnału od Rysia, a więc w pierwszych
trzech dniach wojny. Zdaje mi się, że miało to miejsce w następny dzień
położeniu na dnie, a w każdym razie później, niż leżenie na dni. Kiedy
przypominam sobie teraz różne fakty, wydaje mi się, że rozmowa z kanonierkami
miała miejsce 3 września [...]
W dniu 2/IX.39 r. ORP Orzeł nadal patrolował w sektorze. Około godziny
15ej dca rozpoznał kanonierkę Haller, w związku z czym okręt wynurzył
się (na balaście zerowym - tylko pomost na powierzchni) celem dowiedzenia
się, gdzie postawił miny ORP Gryf. Moment ten pamiętam dokładnie, gdyż
wyszedłem na pomost [...]
Spotkanie kanonierki, o którym wspomina Henryk Kłoczkowski zostało potwierdzone nie tylko przez podoficerów z załogi ORP Orzeł:
Około południa wachta sygnałowa zameldowała wynurzenie się okrętu podwodnego
z lewej burty, w odległości około 15 kabli. Zarządzono alarm bojowy i
nieomalże otwarcie ognia artyleryjskiego, co okazało się zbyteczne, ponieważ
był to ORP Orzeł; wynurzył się on do pozycji krążowniczej i natychmiast
poszedł w zanurzenie. Należy podkreślić, że tak w okresie międzywojennym
jak i w czasie kampanii wrześniowej, w naszej Marynarce Wojennej nie obowiązywał
żaden system powiadamiania. Poszczególne zespoły czy okręty nie znały
sytuacji na morzu, nie orientowały się, gdzie działają inne okręty, nie
mówiąc już o tym, że zjawienie się samolotów nieprzyjacielskich było zawsze
zaskoczeniem [...]
Ponieważ zeznania podoficerów Orła jak i relacja Ludwika Zaborskiego były
składane i pisane kilka lat po wydarzeniach z września 1939 roku, autorom
mylą się daty 2 i 3 września. Jednocześnie oczywistym jest, że okręt nie
mógł leżeć na dnie 3 września przez cały dzień. Wspominaną kanonierką
okazał się "Komendant Piłsudski", a nie "Generał Haller". Faktem pozostaje,
że jest to sprzeczne z oficjalną wersją wydarzeń i zarzutami pod adresem
Kłoczkowskiego. Przy czym szczególną uwagę zwraca fakt, że okręt nie otrzymał
żadnych informacji o alokacji min. Co gorsza, informacje jakie otrzymał
Kłoczkowski z pokładu kanonierek były całkowicie nielogiczne. Ponieważ
pole minowe na linii Hel - Sopot w ogóle nie pasowało to tego o czym z
całą pewnością wspominał kmdr.Aleksander Mohuczy na odprawie 30 sierpnia
1939. Henryk Kłoczkowski mówi o trzecim dniu wojny co jeszcze bardziej
uwypukla problem jakim był wszechobecny bałagan w szeregach obrony. Jest
całkowicie niezrozumiałym by okręty podwodne mające operować w bezpośrednim
sąsiedztwie pól minowych nie zostały powiadomione o akcjach zespołów minujących.
Tym bardziej nieprawdopodobnym jest by okręty nawodne nie zostały o tym
powiadomione. Piętą achillesowa obrony wcale nie okazuje się być łączność
lecz wszechobecny bałagan, którego skutkiem był brak odpowiedniej łączności
z poszczególnymi okrętami. Powróćmy jednak do sprawy położenia okrętu
na dno w trzecim dniu wojny. Świadomość wybuchu wojny musiały się odbić
na członkach załogi. Jak opisywał w swojej książce kmdr.Borys Karnicki:
ten pierwszy dzień był już zupełnie inny [...]
Jak to wglądało na Orle ?
W pierwszych dniach kampanii wrześniowej na okręcie ze względów zupełnie
zrozumiałych było dość znaczne napięcie wśród załogi tak, iż mało kto
udawał się udawał się na normalny wypoczynek po odbyciu swojej wachty [...]
Czy widząc napięcie wśród załogi dowódca okrętu nie miał prawa dać kilka godzin odpoczynku ? Zapewne ile punktów widzenia tyle i opinii na ten temat, ale nie jest to tylko pytanie kwestii moralnej:
61. Jednym z głównych i najważniejszych obowiązków d.o. jest utrzymywanie
zdrowego ducha karności wśród załogi. D.o. i wszyscy inni przełożeni winni
sobie uprzytomnić, że pobudzanie i utrzymywanie właściwego ducha karności
i dyscypliny wojskowej wśród załogi bynajmniej nie polega na nadmiernej
surowości, ani na ilości nakładanych kar, lecz na odpowiedniem i sytematycznem
wychowaniu podwładnych. Przełożony powinien traktować podwładnego sprawiedliwie,
równomiernie i po przyjacielsku, starać się pobudzać w nim zdrową ambicję
i oddziaływać na niego własnym dobrym przykładem [...]
22. W położeniu nie przewidzianym przez przepisy i rozkazy, d.o. winien działać na własną ręke bez obawy przed odpowiedzialnością. [...]
W myśl tych dwóch punktów Regulaminu Służby Okrętowej, dowódca okrętu
miał pełne prawo podjąć decyzję o daniu odpoczynku załodze i podtrzymaniu
morale, któro z całą pewnością podczas tych pierwszych dni na skutek nerwów
ucierpiało. Kwestią nierozwiązaną pozostaje czas, jaki Henryk Kłoczkowski
dał swoim podwładnym na złapanie oddechu. Zeznania podoficerów Orła są
bardzo rozbieżne w kwestii pory dnia. Natomiast wszystkie wskazują na
okres od 2 do 5 godzin, przy czym z racji pełnienia swojej funkcji zeznania
bosmana Władysława Oczkowskiego są najbardziej zbliżone do prawdopodobnego
rozwoju wypadków. Podaje on (W.Oczkowski - przyp.K.K.) godzinę 3:00 w
nocy z 1 na 2 lub z 2 na 3 września jako przybliżoną porę położenia okrętu
na dnie. Jednocześnie opisując sposób pełnienia wacht pozwala nam określić
w przybliżeniu czas na około 4 - 5 godzin. Wspomina on o tym, że pamięta
położenie okrętu na dnie ponieważ był na wachcie, którą podczas zanurzenia
pełnił w centrali przy sterze kierunku. Na okręcie obowiązywała wachta
bojowa co oznacza, że marynarze spędzali cztery godziny na służbie po,
których następowały cztery względnie sześć godzin odpoczynku.26 Jednocześnie
bosman Władysław Oczkowski zeznaje, że po odpoczynku trwającym cztery
lub sześć godzin wrócił na wachtę, a okręt w tym czasie przebywał na zanurzeniu
peryskopowym. Zeznania bosmana Władysława Oczkowskiego zgadzają się z
zeznaniami bosmana Czesłąwa Olesińskiego, i są niezgodne z tym co podczas
rozprawy zeznawał ppor.mar. Stanisław Pierzchlewski, który kurczowo trzymał
się godziny 11:00 jako pory położenia okrętu na dnie. Swoje spostrzeżenia
podparł lakonicznym stwierdzeniem, że pamięta to ponieważ w okresie późniejszym,
w gronie oficerów okrętu toczyły się na ten temat dyskusje. Co jest wyjątkowo
cenną poszlaką wskazującą na uzgodnione wcześniej zeznania oficerów okrętu.
Natomiast obydwaj podoficerowie opierają swoje przeświadczenie na podstawie
systemu czterogodzinnych wacht. Jakie wnioski można wyciągnąć z analizy
dostępnego materiału? Otóż wydaje się, że oficerowie Orła piszący "Oświadczenie",
a następnie zeznający przed oficerem dochodzeniowym z premedytacją wyolbrzymili
czas położenia okrętu. Nie można mówić o przeleżeniu Orła na dnie przez
cały dzień 3 września 1939 roku, skoro doszło do spotkania tego okrętu
z kanonierką "Komendant Piłsudski". W dalszym ciągu zeznania bosmana Władysława
Oczkowskiego jak i jego kolegów pozostają w sprzeczności z "Odpisem z
książki działań wojennych" okrętu ORP Orzeł, sporządzonej przez kpt.mar.Jana
Gruzińskiego. Nie jest do końca jasnym, o której nastąpiło zanurzenie
okrętu i która wersja jest prawdziwa. Czy bosman W.Oczkowski mówiący o
godzinie 3:00 czy też kapitan J.Grudziński podający 3:55. Pomimo tej rozbieżności
dziś możemy stwierdzić, że Orzeł nie mógł przeleżeć na dnie całego dnia
3 września. Brak właściwych informacji na temat postawionych pól minowych,
brak łączności z Dowództwem Floty było zapewne tym co pchnęło dowódcę
Orła do otwarcia kopert z kryptonimami operacji minowych, o co oskarżył
go w swoich zeznania ppor.mar. Marian Morski. Mimo, iż takie działanie
możnaby zakwalifikować jako złamanie tajemnicy służbowej o tyle jest ono
całkowicie usprawiedliwione dbaniem o bezpieczeństwo okrętu w ogólno panującym
bałaganie. O czym załoga Orła miała się przekonać już następnego dnia
nawet otwarcie kopert z operacjami minowania nie gwarantowało bezpieczeństwa.
O godzinie 00:50 dnia 3 września 1939 roku ORP Wilk przyjął rozkaz postawienia
min morskich, które o godzinie 16:30 w liczbie 20 zostały postawione
wzdłuż południowe granicy sektora okrętu. W miejscu tym uprzednio miało
znajdować się pole minowe "Anna" według planu "Rurka".
Kiedy o godzinie 19:40 ORP Orzeł wynurza się i kieruje do zachodniej części sektora, by rozpocząć ładowanie akumulatorów, na nieplanowane spotkanie znowu płynie ORP Wilk:
O zmierzchu powróciłem do zatoki. W ciągu nocy wzywałem przez radio
Dtwo Floty, by zameldować wykonanie zadanie, jednak nie zgłaszało się.
Wobec tego dnia 4 września o godz.0125 nadałem depeszę w powietrze [...]
Około godziny 22:00 wachty sygnałowe Orła ponownie dostrzegają Wilka.
2200 - Zauważono w pobliżu Wilk - który zbliżył się udzielono sobie wzajemnych informacji [...]
22 00 - W pobliżu w świetle księżyca wynurzył się Wilk, po zupełnem
upewnieniu się - zachowując ostr. Zbliżyłem się do niego dałem rozpoznawcze
- po nawiązaniu kontaktu podszedłem na odległ głosu[...]
Tyle na temat tego spotkania znajdujemy w dokumentach Orła i notatkach
Henryka Kłoczkowskiego z Estonii. Znów w dokumentach Wilka nie natykamy
się na żadną wzmiankę. Sam Kłoczkowski podczas składania zeznań, wspomina
o tym, że "nawymyślał Wilkowi"32 za wejście do sektora. Byłoby to usprawiedliwione,
bowiem okręt pod dowództwem Bogusława Krawczyka przebywał tam, gdzie istniało
poważne ryzyko, iż mógł zostać zatopiony przez jednostkę własną. O przebiegu
tego spotkania krąży kilka wersji. Oddajmy zatem głos komandorowi Borysowi
Karnickiemu, który tak wspomina spotkanie z Orłem:
Wieczorem wynurzamy się koło portu wojennego Hel. Wachta bojowa. Wchodzę
na pomost. W odległości dwudziestu metrów z lewej burty widzę pomost Orła.
Jest on w półzanurzeniu, tylko kiosk i czubek dziobu na powierzchni. Kuba
(mowa o dowódcy ORP Wilk Bogusławie Krawczyku popularnie nazywanym Kubą
- przyp.K.K.) rozmwia z Kłoczkowskim. Kłocz podniecony: - Ja w tym bajorku
dłużej siedzieć nie będę. Kwiatkowski zabity, Szystowski zabity [...]
Komandor Borys Karnicki pisząc swoją książkę już po zakończeniu działań
wojennych mówi o zdarzeniu jakby miało miejsce dnia 1 września 1939 roku,
i nic w tym dziwnego upływ czasu działał i na jego pamięć. Przypomnijmy
co o tym samym spotkaniu napisał komandor Bolesław Romanowski:
W myśl rozkazu Wilk udał się do swego rejonu działania na SE od Helu. Dalej, w lewo od nas operował Ryś, w prawo Orzeł. [...]
Do nas podszedł Orzeł. Kłocz, jak nazywaliśmy jego dowódcę, podał nam
kilka wiadomości - niewesołych, niestety! Poinformował nas, że rano był
nalot lotnictwa niemieckiego na lotnisko w Pucku. Zginęło kilku ludzi,
a wśród nich komandor porucznik Szystowski, który był pierwszym dowódcą
Rysia. Podał nam również, że Niemcy na całej zachodniej i północnej stronie
przekroczyli granicę i wdarli się daleko w głąb Polski. Na zakończenie
Kłocz radził kapitanowi Krawczykowi dobrze uważać na wszystko, bo brak
mu doświadczenia, a ma na okręcie słabych oficerów.[...]
Butny jak zwykle Kłocz dawał rady Kubie, oto jak przedstawił go B.Romanowski,
z kolei jako podnieconego i niepewnego swojej sytuacji, przedstawił go
B.Karnicki. Uwagę zwraca, że obydwaj oficerowie Wilka w swoich wspomnieniach
piszą o tym samym spotkaniu i rozmowie Krawczyka z Kłoczkowskim. Zupełnie
odmienny obraz tego spotkania i rozmowy przedstawia w swoim oświadczeniu
inny oficer Wilka kpt.mar. Zygmunt Jasiński:
"W związku z zapytaniem Szefa morskiego Sądu Wojennego (K.M.W. 3/40 z dn 11-6-42) oświadczam
Punkt 1. Wieczorem 3go września O.R.P. Wilk idąc do Zatoki puckiej dla
ładowania batrji akum., spotkał O.R.P Orzeł. W momencie spotkania byłem
z dcą i innymi oficerami na pomoście. Po zatrzymaniu okrętu dowódcy rozmawiali
ze sobą z pokładów (jeden stał na rufie, a drugi na dziobie swojego okrętu).
O czem ? nie wiem, bo z powodu odległości nawet poszczególne słowa do
mnie nie dochodziły, a ja
(słowo nieczytelne - przyp.K.K.) byłem w pomoście.
Po zakończeniu rozmowy d-ca, Ś.P. kmdr.Krawczk, zeszedł do mesy po jakimś
czasie (z miną przygrymaszoną) powiedział mi że kmdr Kłoczkowski niezbyt
optymistycznie zapatruje się na całość akcji i przyszłość Mar.Woj. w obecnej
wojnie. Pozatem dowiedziałem się że zginął Ś.P. kmdr.Szystowski, oraz
że został zbombardowany O.R.P. Gryf w Porcie Helu. Podczas bombardowania
zginął Ś.P. kmdr.Kwiatkowski i sporo rannych.
Czy rozmowa pomiędzy d-cami była dwukrotna nie wiem - ja wiem tylko o wspomnianej [...]
Kto zatem przedstawił prawdziwą wersję spotkania Wilka z Orłem i rozmowy
dowódców? Bezsprzecznie wiadomości o stratach wśród personelu PMW dotarły
na pokład Wilka z ust Henryka Kłoczkowskiego natomiast zachowanie dowódcy
Orła i szczegóły spotkania znacznie się od siebie różnią w poszczególnych
relacjach. Skąd kmdr.ppor. Henryk Kłoczkowski wiedział o stratach wśród
personelu PMW? Otóż wiadomości te dotarły na pokład Orła z motorówki M9,
którą okręt miał spotkać wieczorem 2 września 1939 roku. Spośród cytowanych
oficerów Wilka, jedynie oświadczenie kpt.mar.Z.Jasińskiego znajduje się
wśród materiału dowodowego sprawy. Nie jest jasnym dlaczego na tą okoliczność
nie zażądano wyjaśnień od pozostałych członków załogi ORP Wilk. Jeśli
przyjąć relację Z.Jasińskiego za prawdziwą (ponieważ ona figuruje jako
materiał dowodowy) to nic nie wskazuje na to, że B.Krawczyk mógł zauważyć
jakiekolwiek objawy załamania nerwowego, lub strachu. Relacja z rozmowy
pomiędzy kmdr.Tadeuszem Podjazd-Mogensternem, a kmdr.Bogusławem Krawczykiem
jest relacją osoby trzeciej i jako taka nie może być uznana za wiarygodne
źródło, choć wspominany "ohydny strach" krąży jeszcze do 2007 roku. Subiektywne
odczucie Krawczyka zostało obudzone przez ożywione kontakty obsad oficerskich
obydwu okrętów. Dysputy jakie zapewne miały miejsce w Wielkiej Brytanii,
z całą pewnością były okraszane tematem Orła i Kłocza, toteż z biegiem
czasu Bogusław Krawczyk na podstawie sugestywnie opisywanych sytuacji
przez jego kolegów mógł dojść do przekonania, że kiedy po raz ostatni
widział i rozmawiał z Henrykiem Kłoczkowskim miał przed sobą załamanego
nerwowo człowieka. Może zastanawiać, dlaczego Krawczyk podczas rozmowy
z Kłoczkowskim nie powiedział nic o minach? Lecz co gorsza Dowództwo Floty,
które skierowało Orła w rejon Gdańska nie wspomniało o tym także.
Jeszcze tego samego wieczora doszło do spotkania Orła z jednym z kutrów,
z którego przekazano informacje o traulerach znajdujących się w porcie
Jastarnia oraz o braku innych polskich okrętów czy jednostek pływających
na Zatoce Puckiej. Po zakończeniu rozmowy z jednym z polskich kutrów Orzeł
oddalił się i nastąpiło spotkanie z jednostkami niemieckimi, określonymi
przez Kłoczkowskiego mianem "kutrów szybkobieżnych 60 ton". Jak sam zanotował:
Pozostawanie nadal w zatoce było bezcelowe, a narażało okręt na ataki npl [...]
4 września 1939 r.
Faktem jest, że Henryk Kłoczkowski pisząc swoje notatki
w Estonii nie był świadom czekających go w przyszłości ani przesłuchań
i ani rozprawy sądowej. Z tego względu materiał ten uznać należy za wiarygodny.
Podobnie ma się sprawa z zeznaniami i oświadczeniami podoficerów. Sprawa
ta tym bardziej wygląda podejrzanie, że przewodniczący Morskiego Sądu
Wojennego ukrył przed obrońcą i oskarżonym fakt istnienia tych ludzi.
Oprócz zeznającego w toku rozprawy bosmana Czesława Olesińskiego wszystkie
zeznania Władysława Oczkowskiego, Feliksa Prządka i Mariana Szewczyka
datowane są na lata 1943/44. Wszyscy oni zeznawali na skutek dobrowolnie
składanych oświadczeń po otrzymaniu informacji o skazaniu byłego dowódcy
Orła w 1942 roku. Wszyscy też ze zdziwieniem przyjęli informacje o zarzutach
w stosunku do Henryka Kłoczkowskiego, o których nikt nie wspominał podczas
ich służby na Orle do momentu wyokrętowania. Wspomnieć należy, że w zeznaniach
podoficerów istnieją wprawdzie zapisy wskazujące personalnie na osoby
spośród załogi Orła, które po przybyciu do Wielkiej Brytanii rozpoczęły
rozsiewać plotki. W chwili obecnej temat ten pozostaje poza ramami czasowymi
tego artykułu, do czego z całą pewnością jeszcze powrócę przy okazji wydarzeń
związanych z procesem. Powróćmy do wydarzeń z dnia 4 września 1939 roku.
Otrzymałem wiadomość otwartym tekstem od Rysia - że jest osaczony i
prosi o pomoc q 55 vo 1-19. Powtórzyłem depeszę bez zgłaszania się dla
Dtwa. Fl. Zanurzyłem się i skierowałem się w kierunku wschodnim - prowadziłem
dozór w części wschodniej zatoki do godz.11.00 W czasie tego byłem napadnięty
przez ścigacze npl i zmuszony zejść na większą głębokość [...]
Od wielu lat czytamy, że właśnie wtedy kmdr.ppor.Henryk Kłoczkowski oznajmił
swój zamiar opuszczenia sektora por.mar. Andrzejowi Piaseckiemu i por.mar.
Florianowi Roszakowi.
Trzeciego dnia wojny d.o. poprosił do kabiny mnie i por.Piaseckeigo,
gdzie zwierzył się nam, że po dłuższym namyśle postanowił wyjść z sektora
ze względu na niebezpieczeństwo grożące "O" (skrót nazwy Orzeł - przyp.K.K.)
i pomimo rozkazów udać się na północ. Oświadczenie to przyjęliśmy milczeniem [...]
Tegoż dnia byłem zaproszony z por.Roszakiem do kabiny d.o. gdzie ten
ostatni (mowa o H.Kłoczkowskim - przyp.K.K.) zakomunikował nam
iż powziął decyzję po dłuższym namyśle i rozważaniach udania się na północ
w celu zatapiania transportów, gdyż tutaj nic nie można uczynić, oraz
że postój tutaj jest niebezpieczny ze względu na możliwość działania niemieckich
ścigaczy[...] O czym do dziś nie wspominano, zarzut ten w głównej
części dotyczył odmowy wykonania rozkazu zbliżenia się w kierunku Gdańska.
Co w tej sprawie zeznał ppor.mar. Stanisław Pierzchlewski, odpowiedzialny
za rozszyfrowywanie korespondencji przychodzącej i wychodzącej z okrętu.
Depesza o zbliżeniu się do Gdańska przyszła drugiego lub trzeciego
dnia. Kiedy dokładnie nie pamiętam. Depesza ta wyznaczała sektor w pobliżu
Gdańska i nakazywała tam patrolować. Nowy sektor był gdzieś blisko starego
sektora. Wilk miał do patrolowania sektor, gdzieś wewnątrz wzdłuż Helu
- dokładnie gdzie - nie pamiętam [
]
Gdy przyszedł rozkaz podejścia pod Gdańsk dca nie wykonał rozkazu i
został w starym sektorze, twierdząc że pod Gdańskiem jest za mała głębokość
O osaczeniu Rysia dowiedzieliśmy się drugiej albo trzeciej nocy. Ryś wzywał
pomocy. Reakcji Orła na wezwanie Rysia nie było. Depeszy Rysia nie przekazywałem
do Dow Floty, gdyż Dtwo Floty musiało ją również otrzymać, jeśli myśmy
otrzymali [...]
Jednak już podoficerowie twierdzą zupełnie coś innego. Ludzie Ci wówczas
pełnili wachty w centrali okrętu i znajdowali się w bezpośrednim kontakcie
tak z dowódcą jak i oficerami. Mimo, że nie mieli dostępu do treści rozkazów
to byli naocznymi świadkami wydarzeń w tym przekazywania dowódcy okrętu
korespondencji przybyłej i wysyłanej z Orła:
Słyszałem o osaczeniu Rysia i o jego wezwaniu o pomoc Dca wtedy powiedział: cóż my możemy zrobić, proszę podać dalej [...]
zanurzeniu poszliśmy w kierunku Helu i następnie w kierunku Gdańska [...]
W tym dniu przypominam sobie 4go dnia wojny - poszliśmy w kierunku Gdańska [...]
Przytoczmy zatem odpowiedzi ppor.mar. Stanisława Pierzchlewskiego na pytania sądu oraz obrońcy oskarżonego:
Świadek utrzymuje, że po otrzymaniu rozkazu podejść pod Gdańsk i udaniu się Orłą na północ nie były z Orła nadawane żadne depesze na zewnątrz [...]
Nie są to wprawdzie ostateczne dowody, ale faktem jest, że zeznania ppor.mar.S.Pierzchewskiego
zupełnie nie zgadzają się z tym, co zeznali podoficerowie okrętu. Zaprzeczenie
słów Stanisława Pierzchlewskiego nadeszło z nieoczekiwanej dla niego strony.
Wielokrotnie przez prawie 70 lat Kłoczkowski był oskarżany o zaniechanie
kontaktu z Dowództwem Floty. Dziw bierze, że do lata 2007 roku, kiedy
miałem okazję ponownie odwiedzić archiwa IPMS w Londynie, nikt z rodzimych
pisarzy nie wyłowił tak oczywistej nieścisłości:
Łączność z o.o.p.p. nastawiona była głównie na komunikaty radiostacji długofalowej warszawskiej - nieczynnej od 5 - 6.IX. Gdy jej zabrakło - całą łączność trzeba było przenieść na fale krótkie. Wszystkie rozkazy dla o.o.p.p. były powtarzane przez parę dni, kilka razy w ciągu nocy.
Z Wilkiem łączność była stale utrzymywana
Ryś był w zasięgu Helu - najważniejsze rozkazy otrzymał odręcznie
Orzeł i Sęp - kwitowały wszystkie telegramy
Żbik - nie odzywał się w ogóle przez 10 dni, odbierał telegramy lecz nie kwitował ich mimo nadanego rozkazu o kwitowaniu. Na Helu miano go za zatopionego
Zatem twierdzenie, że Orzeł nie pokwitował wysłanego z Dowództwa Floty
rozkazu mówiącego o zbliżeniu się do Gdańska nie jest prawdą. Kwestią
otwartą pozostaje ile ze złożonych pod przysięgą zeznań Stanisława Pierzchlewskiego
jest prawdziwa? Z całą pewnością oficer, który zeznał, że depeszy o wzywaniu
pomocy przez ORP Ryś nie wysyłano z Orła jest w sprzeczności z dokumentem
sporządzonym przez jego przełożonego oraz współautora oskarżenia kpt.mar.
Jana Gruzińskiego.
4-9-1939
03 00 - Otrzymano telegram, tekst otwarty z Rysia: "Jestem osaczony proszę
pomocy" powt. 3 razy. Fi=55° N W=19°W telegram ten przekazano
na fali D-twa Floty.[
]
03 50 - kurs 140°.
08 00 Na wysokości cypla Hel,
zdecydowałem wobec kilkakrotnego obrzucania B.H. i zauważenia w nocy ścigaczy
wyjść z zatoki i udać się na Nord (ponieważ uważałem, że miejsce pobytu
jest zdemaskowane i należy oczekiwać ataków). Znajdując się w ostowej
części sektora nie zauważono żadnych jednostek nieprzyjaciela
Sprawa Orła na nieszczęście dla każdego, kto parał się tym tematem jest
o tyle skomplikowana, że wszystkie oryginalne dzienniki okrętu nie istnieją.
W wielu sprawach możemy polegać na logice i domyślać się następujących
po sobie wydarzeń, posługując poszlakami oraz relacjami osób trzecich.
Przy czym w przeważającej części mamy do czynienia z potwierdzaniem tego
co pisał i zeznawał Henryk Kłoczkowski w przeciwieństwie do tego co zeznali
oficerowie okrętu. Na szczególną uwagę zasługuje fakt przekazywania przez
rodzimych historyków i pisarzy tej samej nieprawdziwej informacji jakoby
Orzeł nie odbierał żadnych rozkazów wysyłanych z Helu. Oprócz zeznań i
oświadczenia zbiorowego żadne inne źródła nie potwierdzają tej wersji
wydarzeń. Jednocześnie sprawa Książki Działań Wojennych, z której odpis
wykonał kpt.mar.J.Grudziński wygląda tym bardziej podejrzanie. Jak wiemy
wszystkie dzienniki okrętowe zostały zabrane lub zniszczone w Tallinie.
Skąd zatem w Wielkiej Brytanii pojawiła się "Książka Działań Wojennych"?
Odpowiedź może być tylko jedna. Została ona przepisana od nowa na podstawie
pamięci autora bądź autorów. Kwestią otwartą pozostaje czy odtwarzający
ten dokument chciał lub chcieli sporządzić go zgodnie ze stanem faktycznym
czy też zgodnie z własną wolą i intencjami? Jak wszystko wskazuje jest
to twór, który sporządzono dla potrzeb własnych. Wiedziony oskarżeniami
oficerów oraz przedstawianymi przez nich rzekomymi argumentami Kłoczkowskiego
o zbyt małych głębokościach panujących w nakazanym sektorze, swoją uwagę
zwróciłem na mapę morską Zatoki Gdańskiej. Podoficerowie i Henryk Kłoczkowski
wspominają o konieczności skierowania okrętu najpierw pod Hel i dopiero
pod Gdańsk. Jak można się jedynie domyślać było to podyktowane owym nieszczęsnym
polem minowym, które miało być postawione na linii Hel - Sopot. Dlatego
też okręt miał do wyboru tylko jedną trasę, a ta przebiegała wzdłuż południowego
brzegu Półwyspu Helskiego po czym kursem wschodnim następowało ominięcie
fikcyjnej zagrody minowej. Przyglądając się mapie morskiej z całą pewnością
można stwierdzić, że głębokości rzędu 50 metrów panują jedynie w okolicach
Helu. Natomiast im bliżej Gdańska tym płycej, od 35 metrów z wyraźną tendencją
spadkową liczby metrów pod kilem, aż do izobary 20 metrów. Przytoczmy
uzasadnienie wyników dochodzenia autorstwa kmdr. Józefa Boreyki:
Z zeznania por.Piaseckiego, Roszaka i ppor.Mokrskiego wynika, że d.o.
otrzymał rozkaz zbliżenia się do Gdańska, lecz świadomie tego nie wykonał,
usprawiedliwiając się że jest tam za płytko, pomimo iż głębokości w tym
rejonie dokąd nakazano zbliżyć się wynosiły +/- 50 metrów
Wyciągnięte wnioski przez kmdr.J.Boreykę wskazują jednoznacznie na brak
nie tylko kompetencji, ale też i przygotowania oraz zwykłej sumienności
w wykonywaniu nałożonych obowiązków na oficera przeprowadzającego dochodzenie.
Jeśli cała sztabowa część PMW w Wielkiej Brytanii działała w taki sposób
jak wymieniony oficer, nie dziwi ogólne rozprzężenie dyscypliny wśród
polskich marynarzy. Jest zupełnie niezrozumiałym, że oficer dochodzeniowy
przyjął za pewnik słowa przesłuchiwanych i nie skonfrontował ich z mapą
morską. Na pytania obrońcy oskarżonego Kłoczkowskiego, swoje pomyłki i
niedociągnięcia naiwnie tłumaczył tym, iż nie był wyszkolonym w tym kierunku
specjalistą. Dla tak dużego okrętu głębokości panujące w tamtym rejonie
stanowczo nie są wystarczającymi by można było mówić o swobodnym działaniu
w zanurzeniu. Dodatkowo wziąwszy pod uwagę wspominaną aktywność niemieckiego
lotnictwa nad Zatoką Gdańską i Pucką wykonanie rozkazu zbliżenia się do
Gdańska w bardzo poważny sposób narażało okręt na zatonięcie bez możliwości
walki czy schronienia w głębinach. Przyjąwszy hipotetycznie, iż Kłoczkowski
tak właśnie argumentowałby odmowę wykonania rozkazu, nie można odmówić
mu racji. Wbrew oskarżeniom oficerów o odmowie wykonania rozkazu okręt
przeszedł dość silne bombardowanie właśnie podczas próby wykonania poleceń
z Dowództwa Floty. Jak sam Henryk Kłoczkowski zeznał podczas rozprawy,
opuścił swój sektor wyznaczony planem "Worek" na rozkaz nakazujący mu
zbliżyć się do Gdańska, a skoro raz nakazano mu opuścić sektor i wykonanie
rozkazu zbliżenia do Gdańska okazało się niewykonalne, miał prawo podjąć
decyzję jako dowódca okrętu. I takie działanie jest w pełni usankcjonowane
przez wspominany wcześniej artykuł 22 "Regulaminu Służby na Okrętach Rzeczypospolitej".
W tej sprawie jest jeszcze jedna poszlaka, która wskazuje na to, że Kłoczkowski
wykonał, lub próbował wykonać polecenie z Dowództwa Floty .
Po otrzymaniu sygnału z O.R.P. Ryś poszliśmy w kierunku za Hel. W tym samym dniu, będąc jeszcze w zatoce odczuliśmy tarcie lin o kadłub i słabe wybuchy
Gdy około godz 7 płynęliśmy na powierzchni morza na wysokości cypla
półwyspu Hel, Dca zaobserwował ścigacze w związku z czym okręt zanurzył
się. Zaznaczam, że ja słyszałem ścigacze, że szły w naszym kierunku, w
pewnym momencie, gdy okręt płynął w zanurzeniu usłyszeliśmy tarcie lin
o kadłub
Wniosek jaki nasuwa się po zapoznaniu z relacją W.Oczkowskiego i F.Prządaka
to fakt wejścia okrętu w pole minowe. Dźwięki ocierania się lin o kadłub
są na to dobitnym dowodem. Nie byłoby może w tym nic dziwnego gdyby nie
fakt, że jedynymi postawionymi w tym rejonie minami były te, które na
rozkaz Dowództwa Floty dnia 3 września 1939 roku postawił ORP Wilk.
Dnia 3 września o godz. 0050 otrzymałem rozkaz postawić miny. Miałem
postawić je w jednej linji od Fi=54° 31' N L=18° 52' O do Fi=54° 27' N
i L=18° 57' O. W rzeczywistości postawiłem je schodami wskutek przeszkody
ze strony traulerów niemieckich i awarii aparatu
Pozycja tego pola minowego znajdowała się na południowy wschód od południowio
wschodniego końca Półwyspu Helskiego. Zatem gdyby okręt minął Hel i wykonał
zwrot na północ minąłby pole minowe od zachodu przechodząc wodami o średniej
głębokości ponad 50 metrów. Plan postawienia min przez okręty podwodne
jaki opracował komandor A.Mohuczy po fiasku planu Rurka, w zasadzie nie
był niczym odkrywczym. Bowiem nakazano podwodnym okrętom minowym postawienie
min w miejscach gdzie uprzednio miały znajdować się poszczególne pola
minowe według planu Rurka. Przy tym ze szczególnym naciskiem podkreślić
należy, że plan minowania Rurka nie polegał na postawieniu jednego, a
trzech pól minowych o nazwach Anna, Baran i Cal. Jedyną różnicą była ilość
min przypadających na jedno pole minowe. O ile przy realizacji Rurki z
dostępnego zapasu 106051 min morskich, na każde pole minowe można było
przeznaczyć maksymalnie około 200 - 300 min morskich, o tyle okręty podwodne
mogły postawić maksymalnie 20. Rola takiego pola minowego była w zasadzie
żadna, lecz co gorsze w ogólnie panującym bałaganie nie powiadomiono Orła
o postawieniu min przez Wilka. Trudno tutaj winić dowódcę Wilka, iż przemilczał
to podczas spotkania z dowódcą Orła. Natomiast brak jakiejkolwiek informacji
o minach przekazanej z Dowództwa Floty trudno nawet nazwać skandalem,
jest to całkowity brak odpowiedzialności ludzi, którzy za pieniądze polskich
podatników byli szkoleni latami by w potrzebie bronić kraju. Okazuje się,
że jedna z najbardziej sugestywnych scen filmu Leonarda Buczkowskiego
pod tytułem "Orzeł" rozegrała się w rzeczywistości. Zagrożenie jednak,
nie przyszło od strony wroga. Jest to także jedyny pewny ślad w historii
"Orła" podczas kampanii wrześniowej, gdzie spotykamy się z dokładną pozycją
geograficzną. Jednocześnie uwagę przykuwa inny element relacji kpt.mar.
Bogusława Krawczyka. Otóż wspomina on, że stawianie min utrudniały traulery
niemieckie, które jak można się domyślić były jednostkami zwalczania okrętów
podwodnych. Następnego dnia w tym samym rejonie znalazł się Orzeł.
godz 1100 W czasie tego (mowa o przejściu do wschodniej części Zatoki
Gdańskiej - przyp.K.K.) byłem napadnięty przez ścigacze npl i zmuszony
zejść na większą głębokość.W takich warunkach ciągle narażałem okręt na
uszkodzenie, okrętów npl nie widziałem, zresztą podejście ich do rejonu
znajdującego się pod obstrzałem art. Brzegowej na Helu było w dzień problematyczne
- większych okrętów w rejonie 10 mil npl nie miał gdyż ich nie widziałem.
Zdecydowałem wyjść z zatoki przejść zagrody i sektory okrętów podwodnych
własnych. Powrót do zatoki na nic, uważałem za zbyt ryzykowny - gdyż nic
nie przeszkadzało npl do wykonania ataku w czasie ładowania akumulatorów
o znajdowaniu się moim w zatoce było mu wiadomym (lotnicy i ew kutry szybkobieżne)
Argumentacja Henryka Kłoczkowskiego jest całkowicie sensowna i układa
się w logiczną całość. Okręt opuścił Zatokę Pucką i udał na wschód celem
ominięcia fikcyjnego pola minowego. Podczas zbliżania do rejonu, w którym
uprzednio Wilk stawiał miny, wachty zauważyły niemieckie jednostki zwalczania
okrętów podwodnych. Orzeł zanurzył się i płynąc kursem wschodnim wpłynął
w pole minowe postawione dzień wcześniej przez Wilka. Następnie Kłoczkowski
skierował okręt kursem południowo wschodnim jak określił to kpt.mar.Jan
Gruziński 140 stopni, gdzie natknął na niemieckie jednostki zwalczania
okrętów podwodnych. Można się jedynie domyślać, że okręty niemieckie przeszukiwały
Zatokę Gdańską i najprawdopodobniej uchwyciły szumy śrub pobliskiego okrętu
podwodnego. Na skutek tego rozpoczęło się obrzucanie rejonu bombami głębinowymi.
Orzeł miał zamkniętą drogę do Gdańska. Jednocześnie główny powód jego
misji, czyli ewentualny atak większego okrętu nawodnego spalił na panewce
ze względu na brak celów. Bezpieczeństwa okrętu nie gwarantowała ani bateria
brzegowa na Helu, ani tym bardziej panujące warunki pogodowe i głębokości.
Nie mogąc wykonać misji i nie posiadając innych rozkazów kmdr.ppor. Henryk
Kłoczkowski podjął decyzję wyprowadzenia okrętu z zagrożonego rejonu i
odejścia na północ. W czym zapewne częściowo "dopomagały" mu niemieckie
okręty. O czym wówczas Kłoczkowski nie wiedział, a rodzimi historycy i
pisarze przez ostatnich 70 lat także. Postąpił on zgodnie z poleceniem
ingerującego w kompetencje Naczelnego Wodza, Szefa KMW adm. Jerzego Świńskiego,
który tego samego dnia tj. 4 września 1939 roku wydał polecenie Dowódcy
Floty adm. Józefowi Unrugowi:
Z meldunków D-cy Floty widać było, iż okręty podwodne wciąż znajdują
się w rejonie Helu tak jak to było przewidziane podczas operacji na Gdańsk,
wobec tego dnia 4 września 1939 r. Szef Kierownictwa nakazał D-cy Floty,
żeby okręty podwodne były tam, gdzie najwięcej mogą szkodzić nieprzyjacielowi
Skutkiem tego polecenia było wyznaczenie przez sztab Józefa Unruga w dniu
6 września nowych sektorów dla okrętów podwodnych. Ironią losu, w 1942
roku nikt inny jak reżyser spektaklu adm. Jerzy Świński ukarał Kłoczkowskiego
za to co sam rozkazał, a doświadczony Kłoczkowski w niewiedzy miał takie
samo zdanie i podjął decyzję w myśl zarządzenia swego szefa.
Wycofujący się na północny wschód Orzeł dotarł w rejon skąd Ryś wzywał
pomocy poprzedniego wieczora. Tam także natknął się na jednostki niemieckie.
To polowanie zostało jednomyślnie potwierdzone przez wszystkich członków
załogi okrętu nie wyłączając oficerów. I tutaj znajdujemy działanie Kłoczkowskiego
jako doświadczonego dowódcy. Przede wszystkim nie wprowadził on swojego
okrętu do sektora Rysia, lecz przeprowadzał przez sektory neutralne otaczające
rejony działania okrętów podwodnych. Sformułowanie "sektor neutralny"
pochodzi oczywiście z treści rozkazu "Worek" i jak można się domyślać
oznacza dwumilową strefę wokół rzeczywistego sektora działania. Tym razem
jednak Orzeł wpadł w poważne kłopoty:
03.55 - Obrzucano bomb.hydrostat. - wybuchy silne i bliskie - zszedłem
na głębokość 50 następnie 60 m - zatrzymałem wszystko (żyro, wentyl zmniejszyłem
obroty śrub)
04.10 - Ponownie rzucono kilka bomb hydrost. Zatrzymałem motory okręt powoli tonie.
04.25 - Po osiągnięciu 65 metr dałem mały bieg 60obr, po jakimś czasie
znów rzucono bomby hydrostatyczne. Motory stop. Okręt obciąża się dławik
wału przepuszcza dużo dużo wody - okręt przyjmuje trym - wodę wiadrami
do dyzli gdyż woda podchodzi pod motory elektryczne. Jestem zmuszony dać
bieg motorom zbyt duża głębokość ażeby siadać na dno 110 m. Następna partia
bomb zrzucona wybuchy bliskie. Posuwam się powoli naprzód lewy wał 100
obr pr 60 dla utrzymania okrętu na głębokości około 70 m. Co pewien czas
motory zatrzymują się. W ten sposób posuwam się do godz 18 00. Motory
w ruchu do godz 20 00 o godz 20 zarządzam wynurzenie - źle idzie brak
wody w zbiornikach regulacyjnych. Przyjęto dość dużo wody do wnętrza i
jak potem okazało się do zbior szybkiego zanurzenia przez nieszczelność
klap. W trakcie tego w mesie i dziobowym pomieszczeniu słyszano wyraźnie
śruby okrętów tropiących.
20 30 Wynurzyłem się i skierowałem się na Nord ażeby wyjść z obszaru zagrożonego.
Akcja ścigaczy była przeprowadzona 55°00' 19° 00' tj miejscu gdzie był
również napadnięty Ryś
Jak widać Orzeł dwukrotnie był atakowany przez niemieckie jednostki zwalczania
okrętów podwodnych w tych samych rejonach gdzie uprzednio Wilk i Ryś miały
styczność z wrogiem. Przypomnijmy był wieczór około godziny 20:30 dnia
4 września 1939 roku .Orzeł oddalał się na północ od polskiego wybrzeża
kierując ku Gotlandii.
|