Strona Główna
Przejdź do: 0
- Historia powstania
- U-bootwaffe 1939 - 45
- Okręty Liniowe
- Krążowniki
Bitwy i operacje 1939 - 45
Sprzęt i wyposażenie
Filmoteka shiplovera
Biblioteka shiplovera
Warto odwiedzić
Shiploverska galeria
Forum dyskusyjne
Henryk Kloczkowski cz 4



Polska historiografia o Henryku Kłoczkowskim cz.5

4 września 1939 r.


Kiedy 4 września 1939 roku po szczęśliwym przejściu przez pole minowe oraz ciężkich bombardowaniach, Orzeł oddalał się ku wybrzeżom Gotlandii. Na Helu trwało gorączkowe przygotowywanie nowego planu działania dla polskich okrętów podwodnych, które zostało wymuszone rozkazami adm. Jerzego Świrskiego. Tropione przez lotnictwo oraz małe okręty niemieckie jak dotąd szczęśliwie uniknęły zniszczenia. Wypada poświęcić conieco uwagi przeznaczeniu tak krytykowanego w latach powojennych, planu operacyjnego dla okrętów podwodnych pod kryptonimem "Worek". W założeniach był on przygotowywany na ewentualność próby wysadzenia desantu na Półwyspie Helskim i Oksywiu. Taki wariant użycia okrętów podwodnych miał rację bytu tylko i wyłącznie w połączeniu z zaminowaniem wód według planu "Rurka". Okręty podwodne usytuowane w bezpośredniej bliskości pól minowych miały za zadanie atakować jednostki nieprzyjaciela podchodzące w celu wysadzenia desantu bądź próby ostrzału pozycji polskich. Plan ten oprócz założenia, że dla napastników desant okaże się konieczny miał bardzo poważną wadę. Przede wszystkim błędnym było założenie, że napastnicy użyją dużych i wartościowych jednostek. Kolejnym błędnym założeniem było, że okręty i statki wroga podpłyną do miejsc gdzie usytuowano oczekujące okręty podwodne zamknięte w małych sektorach, a ruch ich będzie wymuszany przez pola minowe. Czy to z braku wyobraźni czy też bagatelizowania zagrożenia podczas opracowywania tego planu, zupełnie zignorowano kontrakcje sił zwalczania okrętów podwodnych, oraz lotnictwa. Błędne założenia bezlitośnie obnażyła wojna, kiedy zamiast spodziewanego desantu pojawiły się małe acz niebezpieczne dla okrętów podwodnych jednostki zop i samoloty. Gdy na skutek akcji lotnictwa niemieckiego plan "Rurka" okazał się fiaskiem, zaistniała konieczność natychmiastowego wysłania okrętów podwodnych w inne rejony działania. Jednak na Helu tej konieczności nie dostrzegano, kurczowo trzymając się raz podjętej strategii bez względu czy miała ona racje bytu czy też nie. Chcąc ratować "Worek" wydano rozkaz postawienia zagród minowych przez okręty typu "Wilk". To zadanie nie tylko w bardzo poważnym stopniu naraziło okręty na zatopienie. Co trzeba w tym miejscu podkreślić, nie uratowało także sytuacji. Dlaczego wobec fiaska "Rurki" i bezcelowości "Worka" nie zdecydowano się natychmiast wysłać okrętów podwodnych w inne rejony działania ? Odpowiedź może być tylko jedna. Planu alternatwynego najzwyczajniej nie było. Planiści nie przewidzieli porażki i ewentualności szybkiej zmiany rejonów działania przez okręty podwodne. Wprawdzie istniał plan ofensywnego użycia okrętów podwodnych pod kryptonimem "Burza"[1], który opracowany jeszcze przed przybyciem ORP Sęp do Polski, przewidywał stworzenie zagród okrętów podwodnych w okolicach Świnoujścia na wysokości Bornholmu oraz drugiej grupy w okolicach Piławy. Dlaczego nie wykorzystano tego planu ? Działnia dowodzących z Helu, choć bardziej odpowiednim określeniem będzie tutaj "brak działań" niestety obnażają brak wyobraźni. Nie można bierności dowodzących tłumaczyć intensywnością i błyskawicznym tempem działań nieprzyjaciela. Między innymi przez takie błędy sytuacja polskich okrętów podwodnych w dniu 4 września 1939 roku była bardzo trudna. Tylko dzięki umiejętnościom poszczególnych dowódców okręty były jeszcze w komplecie. Żaden też z operujących według planu "Worek" nie operował stale w swoim sektorze. Zadanie to okazało się niewykonalne.

Powróćmy na pokład Orła, który oddalał się w kierunku Gotlandii. Oto jak komandor Henryk Kłoczkowski pisał o decyzji odejścia w kierunku Gotlandii:

Zdrowie nawala - gorączka, wymioty po każdym jedzeniu - nudności zawroty głowy. Postanowiłem odejść na nord i przeczekać polepszenia się zdrowia w tym czasie obserwować ruch statków i wytworzyć sobie pojęcie o ruchach komunikacyjnych.

Skonstatowałem, że na południe od równoleż (słowo nieczytelne - przyp.K.K.) przy tych warunkach atmosf czyli - łatwość podsłuchu - w dzień, jasna księzycowa - noc. Nie da żadnych szans na atak, duża ilość samolotów i drobnych okrętów npl (npl -nieprzyjaciel. Przyp. K.K.) w tym rejonie tropiących okr.podw. daje im duże szanse do skutecznych ataków. Żadnych okrętow podleg (podlegających - przyp. K.K.) atakowi nie widziałem. Są więc więcej na północ względnie w portach
[...] [2]

Choć Henryk Kłoczkowski wspomina o wyjściu na północ przez kłopoty zdrowotne, zdanie to należy uznać za niefortunne określenie. Bo jeden z prawdziwych powodów zostaje wymieniony w następnym zdaniu. Analiza wydarzeń od chwili wyjścia Orła z Oksywia dnia 1 września 1939 jednoznacznie wskazuje na brak jakichkolwiek szans przeprowadzenia pomyślnego ataku torpedowego przy jednoczesnym narażaniu okrętu własnego na zatopienie przez jednostki i samoloty niemieckie. Czego Orzeł doświadczył kilkakrotnie w ciągu tych pierwszych czterech dni wojny. Tylko dzięki przytomności umysłu dowodzącego Orłem jak dotąd udało się przetrwać bombardowania niemieckie i brak kompetencji przełożonych. Kłoczkowski wyraźnie był świadom całości bałaganu panującego w szeregach obrony. Jednak nie zwalniało go to z obowiązków meldowania o swoich ruchach. W nocy z 4 na 5 września 1939 z pokładu ORP Orzeł zostaje nadana depesza na Hel, w której dowódca okrętu informuje o opuszczeniu rejonu zagrożonego oraz rozpoczęciu operacji przeciwko transportom nieprzyjaciela:

Z 4-go na 5-go - jak słyszałem - został nadany telegram że mamy prowadzić operacje przeciwko transportom nieprzyjacielskim i że Dowódca Floty na to się zgodził. Pełniąc służbę sygnałową słyszałem jak meldowano Dowódcy [3]

Z tytułu moich funkcji nie miałem zasadniczo dostępu do treści rozkazów otrzymywanych przez dowódcę. Mogłem jednak słyszeć i słyszałem nieraz, gdy byłem w kiosku jak oficer nawigacyjny podawał dowódcy niektóre rozkazy po odszyfrowaniu ich. ...

Wiadomo mi, że nadany został wtedy sygnał z naszego okrętu, iż kontynuujemy patrolowanie przeciw statkom nieprzyjacielskim i Dowódca Floty zgodził się na to. Wiem to z rozmowy, jaką prowadził oficer nawigacyjny z dowódcą okrętu na pomoście w czasie gdy pełniłem tam służbę
[4]

Zatem oskarżanie Henryka Kłoczkowskiego o samowolne opuszczenie sektora oraz nie informowanie Helu o swoich działaniach jest z palca wyssaną historyjką. Kilka lat później kiedy wyrok na Kłoczkowskim już zapadł, nikt nie chciał potwierdzić istnienia tej depeszy, obawiając się obciążenia współodpowiedzialnością w rozumieniu adm.J.Świrskiego. Bezsprzecznie Hel został poinformowany nie tylko o wyjściu Orła z Zatoki Gdańskiej, ale także o jego stanie technicznym. O czym także wspomina bosman Władysław Oczkowski, wskazując jednocześnie na konieczność dokonania napraw ze względu na rozszczelnienie zbiorników szybkiego zanurzenia oraz dokładnego określenia pozycji geograficznej Orła ponieważ praca wszystkich urządzeń nawigacyjnych została zatrzymana podczas bombardowania w godzinach popołudniowych dnia 4 września 1939 roku.

Od wczesnych godzin rannych dnia 5 września 1939, Orzeł z prędkością 1.5 węzła kierował się na północ. Około godziny 6:30 - 7:00 [5] a następnie 9:00 [6] rano ponownie na okręt zostają zrzucone bomby, a sprawcą ponownie okazuje się być samolot. Niemieccy lotnicy jak widać z upodobaniem używali swoich "niegroźnych" dla Orła bomb.

W rejon Gotlandii Orzeł dotarł w nocy z 5 na 6 września 1939 roku. W tym czasie następuje też dokładne określenie pozycji geograficznej i jak można się domyślać właściwe ustawienie urządzeń nawigacyjnych zatrzymanych podczas bombardowania w dniu 4 września 1939 roku. W ciągu tych dni oprócz patrolowania rejonu, załoga stara się naprawić zbiorniki szybkiego zanurzenia uszkodzone podczas tego samego bombardowania. Wysiłki mające na celu usunięcie uszkodzeń sprężarki, która także ucierpiała okazują się daremne. W dniu 6 września 1939 roku z Helu zostaje nadany rozkaz zmiany sektorów. Dokładna treść tego polecenia nigdy nie została odtworzona ze 100% dokładnością:

Na skutek rozkazu Szefa Kierownictwa Marynarki Wojennej, by okręty wysłać niezwłocznie tam, gdzie będą mogły jak najwięcej szkodzić nieprzyjacielowi, Dowódca Floty od dnia 5 września zarządził nadawanie przez radio sygnału, nakazującego okrętom podwodnym zmiane sektorów, przy czym O.R.P. "Wilk", O.R.P. "Ryś" i O.R.P. "Żbik" miały to uczynić po postawieniu min morskich na ściśle określonych pozycjach.

Nowe sektory działania obejmowały rejon Bałtyku od wyspy Bornholm do wybrzeża Prus Wschodnich /Bürsterort/ i były zawarte między południkami z tym, że okręty podwodne miały operować w południowej części sektorów, zaś odpoczywać i łądować baterie w pólnocnym.

Łączność z okrętami podwodnymi była nastawiona głownie na komunikaty warszawskiej długofalowej radiostacji, a gdy jej zabrakło łączność przeniesiono na krótkie fale radiostacji na Helu
[7]

Wzmiankowana radiostacja długofalowa należała do Kierownictwa Marynarki Wojennej w Warszawie. Z użyciem tej radiostacji przesyłano wszystkie rozkazy z Helu do okrętów podwodnych. O czym pisałem przy okazji omawiania wydarzeń z dnia 1 września 1939 roku (Odkrywca listopad 11(106)/2007). Owej radiostacji KMW w Warszawie zabrakło po ewakuacji już 5 września 1939 roku. O czym w swoich zeznaniach wspomina bosman Władysław Oczkowski, rozkaz objęcia nowego sektora, został odebrany na Orle dnia 7 września 1939 bowiem wówczas miał on wachtę i był świadkiem meldowania o przyjęciu tego telegramu przez oficera nawigacyjnego. Do tego czasu okręt wciąż przebywał w okolicach Gotlandii, gdzie w ciagu nocy załoga próbowała usunąć uszkodzenia powstałe podczas bombardowania 4 września. W tym też czasie jak pisze w Estonii Henryk Kłoczkowski Orzeł napotyka rozładowany statek bez bandery, który przypuszczalnie jest niemiecki. Wybiegnijmy w czasie i przypomnijmy taktyke kamuflowania przynależności państwowej statków niemieckich, które zmieniały swoje bandery. Takie zdarzenie miało miejsce przy zatopieniu "Rio de Janeiro", który Orzeł napotkał w okolicach Norwegii. Wydarzenia z 1939 roku były dopiero wstępem do działań wojennych, a taktyka kamuflowania przez Niemców przynależności swoich jednostek nie była jeszcze znana. Do czego wypadnie nam jeszcze powrócić przy okazji omawiania sprawy S/S Bremen. W nocy 6 na 7 września 1939 roku w rejonie Gotlandii dochodzi do spotkania ORP Orzeł z ORP Sęp. Przy czym okoliczności i tego spotkania są nie do końca jasne. Bowiem dowódca ORP Sęp kmdr.ppor. Władysław Salamon w swoim sprawozdaniu wspomina o chęci skorzystania z łączności fonicznej przez załogę Orła [8], natomiast w dokumentach Orła widnieje wpis określający napotkany okręt podwodny jako "prawdopodobnie Sęp" [9]. Co wskazywałoby na to, że odległość była dość spora i okręt nie został rozpoznany. Wypada w tym miejscu powiedzieć, że dnia 7 września 1939 roku Orzeł był widziany w okolicach Gotlandii po raz ostatni przed wejściem na redę portu w Tallinie, przez postronnych świadków. Oto bowiem od prawie 70 lat czytamy, że Orzeł wbrew kolejnemu rozkazowi nie objął swojego sektora wyznaczonego mu rozkazem z dnia 5 września 1939 roku przez Hel. Słyszałem od oficerów że d.o. podobno polecił nie notować treści depeszy, nakazującej zajęcie sektora pod Piławą, a zanotować ją jako niezrozumiałą[10]

Jako oficer sygnałowy otrzymałem telegram nakazujący zajęcie sektora pod Piławą. D.O. po zapoznaniu się z treścią depeszy powiedział, że to jest niemożliwe i polecił zanotować w książce szyfrowanych depesz, że treść jest depeszy niezrozumiałą. O wyjaśnienie depeszy do nikogo się nie zwracał[11]

O fakcie nienotowania treści depeszy nakazującej zajęcie sektora pod Piławą i zanotowania jej jej jako niezrozumiałej - słyszałem jedynie z rozmów oficerów[12]

Jedną z depesz mówiącą albo o o zajęciu sektora pod Gdańskiem, albo pod Piławą dca kazał mi wpisać do dziennika depesz jako niezrozumiałą twierdząc, że jeden z punktów sektora wypada na lądzie[13]

Mamy zatem zeznających w tej sprawie czterech oficerów z czego dwóch por.A.Piasecki i kpt.J.Grudziński słyszało o fakcie, a dwóch ppor.M.Mokrski i ppor.S.Pierzchlewski twierdzi, że to właśnie im dowódca okrętu nakazał zanotowanie depeszy o zajęciu nowego sektora jako niezrozumiałą. Ustosunkujmy się najpierw do części zeznań traktujących na temat rozmów oficerów o decyzji dowódcy

Decyzje dowódcy na ogół nie są omawiane i dyskutowane[14]

Nasuwa się więc pytanie w jaki sposób por.A.Piasecki i kpt.J.Grudziński mogli słyszeć o poleceniu zanotowania depeszy jako niezrozumiałej skoro decyzje dowódcy nie są omawiane na okręcie ? Otóż odpowiedzi na to pytanie udziela sam ppor.S.Pierzchlewski, który zeznając przed Morskim Sądem Wojennym stwierdził, iż decyzje dowódcy były dyskutowane po jego zejściu z okrętu. Zatem oficerowie, por. Andrzej Piasecki i kpt.Jan Grudziński zeznali nieprawdę lub raczej należy tutaj użyć słowa kłamali. Przyjżyjmy się zatem bliżej zeznaniom ppor.S.Pierzchlewskiego i ppor.M.Mokrskiego, bowiem obydwaj twierdzą, że to właśnie im H.Kłoczkowski nakazał zanotowanie treści depeszy jako niezrozumiałej. I znów cennym źródłem informacji okazali się członkowie załogi Orła nie biorący udziału w spisku przeciwko byłemu dowódcy:

Kurs na Gotland wzięliśmy dopiero po otrzymaniu depeszy o kontynuowaniu operacji przeciwko transportom nieprzyjacielskim. 8 września wzięliśmy kurs na półwysep Bürsterot. Dowiedziałem się o tym, widząc wykreślony w tym kierunku, przez oficera nawigacyjnego na mapie kurs[15]

Ja sam w godzinach nocnych widziałem z pomostu światła Bürsterot. Obecni na pomoście, o ile się nie mylę bosman Oczkowski i Szymczak mówili o tym, iż jesteśmy w pobliżu Bürsterot[16]

Orientowałem się na ogół w ruchach okrętu, bo miałem dostęp do mapy, a czasem mogłem popatrzeć przez peryskop... Na stosowane pytanie sędziego i po przypomnieniu mi nazwy Bürsterot podaję, że przypominam sobie teraz, że kiedyś w czasie służby w nocy widziałem latarnię, a kiedy zapytałem oficera wachtowego co to za latarnia odpowiedział mi Bürsterot. [17]

By w pełni uwypuklić kłamstwa oficerów z ORP Orzeł zacytujmy po raz kolejny "Odpis z Książki Działań Wojennych", który przypomnijmy w formie odtworzonej, autorstwa tych samych ludzi pojawił się w Wielkiej Brytanii:

6-9-1939 Dalszy ciąg dozoru w zanurzeniu wzdłuż wybrzeża Gotlandu
7-9-1939 Zaobserwowano światła statków i ok. godz 0200 zauważono O.P.(prawdopodobnie "Sęp") - zanurzenie dalszy - ciąg dozoru.
8,9,10,11,12 - IX - 1939 Bez zdarzeń
13 - IX - 1939 D.O. decyduje się zejść z okrętu.
14 - IX - 1939 - Wejście na redę Tallina ...
[18]

Opis braku zdarzeń w dniach od 8 do 12 września jednoznacznie wskazuje, że okręt wciąż przebywał w okolicach Gotlandii. Na uwagę zasługuje fakt, że nazwa miejscowości Bürsterot nie przypadkowo pojawia się zarówno w zeznaniach podoficerów jak i opracowaniu Biura Historycznego Marynarki Wojennej. Dzisiejsza nazwa Bürsterot to Taran, a latarnia morska o tej nazwie znajduje się niemal dokładnie na 20 stopniu długości geograficznej wschodniej czyli wschodniej granicy nowego sektora dla ORP Orzeł. Spróbujmy zatem odtworzyć ruchy okrętu w dniach 4 - 14 września 1939 roku.

4 września 1939 roku Szef KMW adm.J.Świrski widząc bezradność adm.J.Unruga oraz orientując się, że okręty podwodne bezcelowo przebywają w sektorach planu "Worek", wysyła rozkaz skierowania okrętów na linie komunikacyjne pomiędzy III Rzeszą, a Prusami Wschdonimi. Wieczorem tego samego dnia Orzeł wynurza się po bombardowaniu na północny wschód od Helu. Do adm.J.Unruga z pokładu okrętu zostaje nadana depesza informującą o uszkodzeniach, oraz zapytanie o możliwość kontynuowania operacji przeciwko statkom nieprzyjaciela na północ od Zatoki Gdańskiej. Ponieważ tego samego zarządał J.Świrski, dowodzący na Helu J.Unrug wyraża zgodę i zezwala na odejście okrętu z rejonu blokady niemieckiej. Dopiero wówczas Orzeł odchodzi w kierunku Gotlandii, gdzie po dokładnym określeniu swojej pozycji geograficznej przebywa do wieczora 7 września 1939. W ciągu tych dwóch dni, załoga próbuje usunąć uszkodzenia po bombardowaniu. Jednocześnie na pokładzie Orła nie zapomniano o wybuchu wojny. Okręt stale przebywa w gotowości, patrolując w zanurzeniu za dnia, a wynurzając się nocą celem naprawy uszkodzeń, ładowania baterii i wentylacji. W tym też czasie na pokład Orła dociera rozkaz objęcia nowego sektora. Wieczorem tego samego dnia dochodzi do spotkania z ORP Sęp. Po czym obiera kurs na południowy wschód. Ze szczególnym naciskiem należy podkreślić, że oprócz ORP Wilk, tylko ORP Orzeł objął swój sektor wyznaczony mu rozkazem z 5 września 1939 roku. Pozostałe okręty podwodne przebywały uszkodzone daleko od pola walki. Orzeł obejmuje dozór w swoim sektorze dnia 8 września 1939 roku, gdzie przebywa do 12 września 1939 roku. Stamtąd na mocy rozkazu z Helu oraz decyzji dowódcy, okręt udaje się do Tallina.


Powód
Wypada w tym miejscu poświęcić więcej uwagi okolicznościom zachorowania kmdr. Henryka Kłoczkowskiego. Przypomnijmy, że pierwsze objawy zachorowania jak zeznawał podczas rozprawy bosm. Czesław Olesiński załoga Orła zauważyła mniej więcej na tydzień przed wybuchem wojny. Jak sam Kłoczkowski zeznawał - po wysłaniu żony i dzieci do Pińska co miało miejsce 24 września 1939 roku w ciągu tego okresu raz posilił się w restauracji na dworcu kolejowym w Gdyni. Zdarzenie to pamiętał bowiem wyszedł do miasta gdyż chciał wysłać list do żony. O złym samopoczuciu dowódcy okrętu tak zeznawali podoficerowie:

Co do choroby dowódcy dziwiliśmy się dlaczego dowódca umie trzymac wachty. Stał w nocy na pomoście, zawsze tam siedział pijąc herbatę. Nie patrzył tylko przyjmował raporty. Widziałem jak go czsami podtrzymywano, a marynarze mówili uważaj na dowódcę. ... Załoga od początku interesowała się tym czy dowódca je. W ostatnich 4 do 6 dni dowódca nic nie jadł tylko pił herbatę. Mówię to z opowiadań mesowego. Sam widziałem, że czasem mu na pomost przynoszono bulion lub herbatę. Nie słyszałem żadnych rozmów wśród oficerów na temat choroby dowódcy [19]

Jeśli chodzi o D-cę okrętu kmdr.ppor.Kłoczkowskiego, to wymieniony, w okresie do 5-6dni września zachowywał się w sposób zupełnie normalny wykazując normalne zainteresowanieD-cy okrętem. W następnych dniach D-ca nie mógł przyjmować noralnych posiłków, po spożyciu jedzenia dostawał torsji...
Ja również oceniałem D-cę okrętu jako chorego przy czym stan jego zdrowia zdaniem moim od dnia 6/IX-1939 r do chwili wyokrętowania w porecie w Tallinie stale się pogarszał. Odnośnie stranu zdrowia D-cy okrętu to wyaśniam iż oficerowie w mojej obecności omawiali sprawę choroby dowódcy. Z rozmów tych prowadzonych przez Piaseckiego, Pierzchlewskiego i Mokreskiego wynikało, iż oficerowie i Ci uważali iż D-ca jest chorym. Piaseci zapytany przeze mnie 10/IX-1939 o stan D-cy oświadczył mi iż oficerowie radzą D-cy wejście do portu neutralnego celem wezwania pomocy lekarskiej względnie udania sę D-cy do lekarza w porcie, jednak D-ca okrętu nie ma stosownego rozkau od D-cy Floty i w związku z tym nie chce się na tegorodzaju projekt zgodzić. Piasecki jak i inni oficerowie, z którymi odbywałem służby wachtowe mówili mi iż okręt może wejść na okres 24 godzin do portu neutralnego i dlatego jest dlanich niezrozumiałym dlaczeo D-ca okrętu nie chce tego zrobić
[20]

Wszyscy zeznający przez lata podoficerowie podważali "symulację" choroby, oświadczając, że zły stan zdrowia dowódcy okrętu był widoczny. Co należy w tym miejscu zaznaczyć również świadek postronny polski attache w Tallinie płk.Szczekowski potwierdził, że Kłoczkowski wyglądał na ciężko chorego. Do dziś czytamy, że był to jedyny w swoim rodzaju wypadek dziwnej i nieustalonej choroby. Wypada ustosunkować się do tego przywołując inny wypadek, choć bardzij odpowiednim określeniem będzie słowo "wypadki" dziwnych zachorowań na polskim okręcie podwodnym podczas wojny w 1939 roku.

11 - 19/IX.1939 r.

Dozór w sektorze lub pobliżu sektora, odchodząc w kierunku północnym na ładowanie baterii. Prawie każdej nocy alarmowe zanurzenie przed bliżej nie rozpoznanymi sylwetkami niewielkich okrętów wojennych zaciemnionych. Noce z początku jasne, później ciemne bez księżycowe. Statków ani okrętów wojennych nadających się do ataku torpedą nie spotkałem.
W międzyczasie zaszło kilkanaście wypadków zachorowań wśród załogi, z objawami zatrucia: silne bóle żołądka, wymioty, podniesienie temperatury i zupełny brak apetytu, oraz osłabienie. Dochodziło do tego, że zjadano 1/5 mniej prowiantu przeznaczonego na dzień. Ponieważ w Polsce nie otrzymałem na okręt żadnego alkoholu, pomimo kilkakrotnych próśb, więc ze spirytusu zapasowego torpedowego zrobiłem kilka litrów wódki i wydawałem niewielkie ilości załodze, co wpłynęło dodatnio na wzmocnienie. Jednakże choroby żołądka przetrwały dość długo, u niektórych, aż do przybycia do Szwecji
[21]

Ostatecznego dowodu na to nie ma, ale faktem pozostaje wyjątkowa zbieżność zarówno w czasie zaostrzenia się jak i rodzaju objawów chorób jakie dotknęły załogę ORP Żbik i kmdr.ppor.Henryka Kłoczkowskiego. Nigdy też nie uzyskano ostatecznej diagnozy lekarskiej z Tallina. I choć Kłoczkowski opuścił szpital po 3 dniach, to miejscem docelowym nie była błoga wolność w Tartu jak jest nam to sugerowane lecz garnizon gdzie trzymano go pod strażą po próbie ucieczki.



Przypisy
  1. Ogólny rozkaz operacyjny Nr.2N Hasło wykonawcze "Burza" - IPMS.MAR.A.V.27/2
  2. Henryk Kłoczkowski - "Notatki z Estoniia" - IPMS MAR.A.XII.88/95
  3. Władysław Oczkowski - "Oświadczenie" - IPMS MAR.A.XII.88/95 k.161
  4. Władysław Oczkowski - "Protokół przesłuchania świadka" - IPMS MAR.A.XII.88/95 k.177 i 178
  5. ORP Orzeł - "Odpis z Książki Działań Wojennych" - IPMS Mar.A.XII.88/95 k.8 i Henryk Kłoczkowski "Notatki" op.cit
  6. ORP Orzeł - "Odpis..." op.cit.
  7. Biuro Historyczne Marynarki Wojennej - "Tymczasowa Historia Wojny Polsko -Niemieckiej na Bałtyku i na polskim wybrzeżu w 1939 r." - IPMS MAR.A.V. 26/3
  8. Władysław Salamon - "Sprawozdanie z przebiegu wojennych operacji ORP "Sęp" w czasie od 1 do 17/IX/1939 r na Bałtyku" - IPMS MAR.A.II.3/2C
  9. ORP Orzeł - "Odpis..." op.cit.
  10. Andrzej Piasecki - "Protokolarne przesłuchanie" - IPMS A.XII.88/95
  11. Marian Tadeusz Mokrski - "Protokolarne przesłuchanie" - IPMS A.XII.88/95
  12. Jan Grudziński - "Protokolarne przesłuchanie" - IPMS A.XII.88/95
  13. Stanisław Pierzchlewski - "Brudnopis stenogramu zeznań przed Morskim Sądem Wojennym - kopie w posiadaniu autora.
  14. Stanisław Pierzchlewski - "Brudnopis ..." op.cit
  15. Władysław Oczkowski - "Protokół..." op.cit
  16. Marian Szewczyk - "Protokół przesłuchania świadka" - IPMS MAR.A.XII.88/95 k.189
  17. Antoni Szymczak - "Protokół przesłuchania świadka" - IPMS MAR.A.XII.88/95 k.180
  18. ORP Orzeł - "Odpis..." op.cit.
  19. Czesław Olesiński - brudnopisy przesłuchań przed Morskim Sądem Wojennym - kopie w posiadaniu autora.
  20. Marian Szewczyk - "Protokół..." op.cit.
  21. Michał Żebrowski "ORP Żbik Sprawozdanie z przebiegu operacji wojennych na Bałtyku w czasie od 1/IX.1939 r do dnia 25/IX.1939 r." - IPMS MAR.A.II.3/27


Tekst orginalny © Konrad Kulgawczyk 2007 - 2009
Copyright © Okręty Wojenne 1939 - 45 www.warships.pl